Burmistrzem miasteczka jest... kot!

Ciekawe pomysły /. Historie życiowe
Problemy między władzą a ludem zawsze były złożone. Dziś, podobnie jak w czasach starożytnych, relacje między tymi dwoma siłami są nadal napięte. Ale nie w miasteczku Talkeetna na Alasce. Tam bowiem burmistrzem miasta jest... kot.

Niesamowita historia zaczęła się w 1997 roku, kiedy to rozpisano wybory samorządowe. Ku wielkiemu żalowi kandydatów na burmistrza, żaden z nich nie przemówił do mieszkańców. Głównymi argumentami przeciwko nim był brak zaufania do polityków, liczne intrygi i kradzieże. Wręcz przeciwnie, mieszkańcy uciekli się do eleganckiego posunięcia, wybierając jednogłośnie (900 osób, taka jest liczba ludności w małym miasteczku na Alasce) swojego "przywódcę" ...kota! Ta niesamowita rudowłosa istota została pierwszym burmistrzem w historii świata, a jest nim już od 15 lat. Pomimo tego, że tytuł jest "honorowy", kot zdążył stać się prawdziwym symbolem miasta, a nie tylko jego gwarantem.

Jak się okazało burmistrz Stubbs (tak nazywa się bohater Talkeetna) ma swoje nałogi, np. pije ze szklanki wodę z kocimiętką, z tej samej szklanki je jedzenie i prowadzi aktywny tryb życia leżąc w domu towarowym Nagley. Polityk ma też swoją stronę na Facebooku. Stał się istnym ulubieńcem i pożądanym przyjacielem (wszyscy 900 mieszkańców są jego przyjaciółmi na portalu społecznościowym). Prawo obywateli i turystów do pogłaskania kociego polityka uważane jest za szczególny przywilej i niepowtarzalną okazję.

Skoro mowa o turystach... Wola wyrażona przez wyborców z Talkeetna jeszcze w 1997 roku stała się prawdziwym świętem, gdyż okazała się najlepszą reklamą dla opuszczonego przez Boga zakątka Alaski. Naturalnie, wiadomość ta obiegła cały świat i turyści zalali Talkitnę, z czego miejscowi nie mogli być bardziej zadowoleni. Lauri Steck, pracownica domu towarowego Nagley`s i właścicielka-karmicielka burmistrza, mówi z dumą o swoim pupilu, że codziennie 30-40 turystów odwiedza sklep, właśnie po to, by uzyskać "audiencję" u burmistrza-kota, który z kolei obdarza ich powitalnym mruczeniem.

Ale potem na początku września tego roku Stubbs wpadł w kłopoty: wdał się w sprzeczkę z ulicznym psem, w wyniku której został ciężko ranny. Burmistrz trafił nawet do szpitala (wszystko poskładano do kupy: ciężkie rany i niemłode już lata). Na szczęście poinformowano nas, że obecnie jego stan jest stabilny i jest gotowy do dalszego zajmowania się swoim rodzinnym miastem.


Mieszkańcy są tak zadowoleni ze swojego ulubionego burmistrza, że myślą nawet o kandydowaniu go na prezydenta.

Cóż, życzmy Stubbsowi szybkiego powrotu do zdrowia i awansu!
Omów artykuł Powiedz znajomym: Subskrybuj magazyn:
  • Czytaj także
  • Comments Off on